Jesteś tutaj:
Nocna Ściema Agnieszki Jankowskiej.

Nocna Ściema Agnieszki Jankowskiej.

Przygoda z Nocną Ściemą zaczęła się jeszcze rok temu, gdy kuzyn mojego męża z marszu postanowiła przebiec, i przebieg. Z tym „z marszu” to przesadziłam, ale faktem jest, że zaczął biegać niespodziewanie i w zasadzie po to by przebiec Nocną Ściemę. Kuzyn przyznał się też, że my z mężem zainspirowaliśmy go do biegania. A ja zainspirowana jego półmaratonem obiecałam mu, że w przyszłym roku przebiegnę z nim. Choć w tedy jeszcze połówek nie biegałam w ogóle. I tak oto w tym roku Nocna Ściema stała się moją czwartą połówką. Aż sama się dziwię
Z Warszawy wyjechałam w czwartek na noc IC sypialny, który tłuk się ponad 10 godzin. W wagonie było przyzwoicie, nawet zaskakująco elegancko. Gdyby nie cena miejscówki, która jest porównywalna z ceną noclegu w hotelu, z tą różnicą, że w hotelu przysługuje jeszcze porządne śniadanie, to bym mogła jeździć. W „pakiecie” IC miałam zestaw higieniczny, wodę 0,5l, kawę i ciasteczko a’la 7days. Zarówno toaleta jak i przedział był czysty, a obsługa miła.
Postanowiliśmy z kuzynem zostawić w sobotę wieczorem po pasta-party samochód zaparkowany poza trasą maratonu, ale w pobliżu, żeby po skończonym biegu szybciutko wrócić do domu, więc drogę powrotną pokonaliśmy wzdłuż rzeczki na piechotę. Małe miasto ma tą zaletę, że widać więcej gwiazd na niebie. Był to przecudowny spacer, pogoda nam dopisywała a bezchmurne niebo odsłoniło przed nami bezkres. W takiej atmosferze dotarliśmy do domu i postanowiliśmy zdrzemnąć się przed biegiem.Usnęłam bez problemów, choć sen był lekki i niespokojny. Obudził mnie SMS od Darii, przyszedł tuż przed moim budzikiem. Okazało się, że kuzyn nie mógł zasnąć a jak już zasnął to trzeba było wstawać. Szybko ubraliśmy się w przygotowane ciuchy i czmychnęliśmy na start. Jak wyszliśmy z bloku to stwierdziliśmy:
1 jesteśmy za ciepło ubrani,
2 jesteśmy spóźnieni.
Więc truchcikiem do samochodu podbiegliśmy, zdjęliśmy zbędne warstwy i biegiem na start. Taka rozgrzewka ok. 2 km przed półmaratonem.Dotarliśmy 10 minut przed startem, parę fotek ze znajomymi. Byłam pełna obaw, gdyż nie „widziałam” biegu półmaratonu (tym bardziej maratonu) na pętlach po 5 km. Sprawdziłam wcześniej, że z moim czasem mogę co najwyżej zająć 3 miejsce w kategorii wiekowej (przynajmniej tak było w edycji 2012 roku). Zaczęło się rozliczanie przed startem, przez większości biegaczy niezauważone. Zaaferowani biegiem, rozgadani ledwo zdążyli usłyszeć ostatnie liczby odliczania. Ruszyliśmy na pierwszą pętlę. Trasa raczej należała do łatwych, żadnych większych podbiegów itd – tak wynikało z rozeznania przedbiegowego. Jak się później okazało było zupełnie inaczej.
Pierwszą pętlę przebiegłam spokojnie, bez szarżowania swoim tempem. Miałam takie założenie, żeby nie zaczynać zbyt szybko, bo na 15 km umrę. Chciałabym móc, tak jak niektórzy zacząć wolno a potem przyspieszyć, ale ja tak nie umiem. Mój styl to równe tempo. Tak też było w tym biegu, co straciłam na lekkich wzniesieniach nadrabiałam na lekkich zbiegach. Te lekkie pagórki były lekkie do 3 pętli. Na czwartym stały się zmorą. Cała pętla była góra-dół, góra-dół.
Od drugiej pętli doczepiłam się do biegacza i zaczęliśmy się na wzajem motywować i podciągać. Nadal moją bolączką są podbiegi, traciłam na nich najwięcej. Ostatnie kilometry na stadionie ledwo człapałam, kolega-biegacz czmychną a ja szurałam. 100 metrów przed metą widzę, że jakaś kobieta mnie dogania w moim wieku, więc ostatkiem sił i motywacji ( pomyślałam, że nie zabierze mi 3 miejsca w kategorii) walnęłam sprinta i dobiegłam tuż przed nią.
Na rozdaniu nagród o 7:30 rano dowiedziałam się, że zajęłam 2 miejsce w kategorii! Zdziwiłam się, bo nawet nie myślałam o drugim miejscu. Sprawdziłam już – by zająć pierwsze musiałabym poprawić się o 15 minut! Jest cel na przyszły rok!
Jeszcze na zakończenie mała ciekawostka:
Na starcie przede mną stał biegacz ze swoim przewodnikiem ok. 65-70 lat, który był niewidomy. Można by powiedzieć, że ściemniał podwójne. A tak na poważnie, to pobiegł pięknie (przybiegł na metę przede mną), zajął 1 miejsce w swojej kategorii i dostała wielkie owacje od biegaczy przy rozdaniu nagród. Podziwiam go bardzo, bo trzeba wielkiej determinacji by pokonać zarówno własne słabości jak i przeszkody stawiane przez społeczeństwo, by pokonać taki dystans i to w jakim tempie!

Pozdrawiam Agnieszka.

Komentarze

  1. Jacek Dziekonski

    Co to dla Ciebie poprawic sie o 15 minut – bulka z maslem, a w rzyszlym roku poprawisz sie o 20 minut i bedziesz na najwyzszym stopniu pudla.

    Reply
  2. Ania M.

    Gratulacje dla Agnieszki!
    Niezła ściema …
    – nie wiadomo dokąd Agnieszka pojechała (gdzieś daleko, bo tłukła się pociągiem IC 10 godzin!),
    – nie wiadomo ilu było entuzjastów nocnego biegania,
    – nie wiadomo jaki Agnieszka miała czas … itd.
    Na stronie „Nocnej Ściemy” można się dowiedzieć tego wszystkiego, a nawet więcej …, że Agnieszka reprezentowała jakiś inny Klub.

    Reply
  3. Gi

    Oj tam Ania, czepiasz się. Przecież, każdy wie, że
    1) nocna ściema jes w Koszaliniie,
    2) ewidentnie zapomniałam,
    3) klub nie jest ważny, tylko koszylkw na podium,
    4) czas nie ważny tylko j.w.
    a itd nie rozwinę.
    A na poważnie to:
    Czas oficjalny: 00:49:40. Czas netto: 01:49:40. OPEN: 150/437 K: 10/113.

    Reply
  4. Ania M.

    Nie czepiałam się tylko troszkę podśmiewałam …
    Z Twojego tekstu nie dowiedziałam się gdzie byłaś, ale dowiedziałam się, że jakaś Daria (ja jej nie znam? to może żona Twojego kuzyna?) wysłała do Ciebie sms.
    Ciszę się, że uważasz, że czas (wynik) nie jest ważny. Zawsze tak uważałam, że najważniejsza jest dobra zabawa. Ale to nie jest w stylu członków Kondycji, oj nie! Może nie być zdania komentarza nt. biegu, wrażeń, atmosfery … , ale wynik i miejsce w klasyfikacji musi być.
    Bardzo ładnie pobiegłaś, pochwaliłaś się miejscem w kategorii i nic nie stało na przeszkodzie napisać w jakim to zrobiłaś czasie.
    Jeszcze raz gratuluję!

    Reply
  5. Roberto

    Gratuluję Agnieszka udanego biegu i zazdroszczę fajnej zabawy 🙂
    A Ania to widać, że umysł ścisły, ale przy tym ma bardzo zdrowe podejście do biegania, przyznaję się bez bicia czasami brakuje mi dystansu do naszego biegania, a szczególnie startów. Ale Ania faceci są jacyś inni… 🙂

    Reply
  6. Roberto

    Niech będzie Ania, że ja to personifikacja całego męskiego złą Kondycji, przyjmuje to na klatę 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Stowarzyszenie Rekreacyjno-Sportowe "Kondycja"
05-500 Piaseczno, ul. 1 Maja 16 · Telefon: 604 466 206
obsługa informatyczna: